Skocz do zawartości


- - - - -

Zrozumieć Rebirtha - Dziennik Pilota


2 odpowiedzi w tym temacie

#1 BetonowaAnakonda

    Pilot

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 147 postów
  • LokalizacjaGdynia
  • Rasa: Argon
  • Gram w: X3: Terran Conflict

Napisano 18 listopad 2013 - 20:47

Witam. Moje poniższe zmagania będą dotyczyły nowego dzieła Egosoftu czyli X:Rebirth. Będzie to dziennik pilota ,,na luźno'' w którym będę opisywał swoje przeżycia z gry. Nikogo nie zmuszam do czytania - epos to to nie będzie ;) . Zaczynam grę na opcji Free Play czyli bez włączonej fabuły głównej. Życzę sobie miłej zabawy a tym którym będzie się chciało to przeczytać, miłej lektury.



Data gwiezdna: 18 listopada 2294 roku. Gdzieś w Albionie...

Panie i panowie zaczynamy show! Dzisiejszego ranka postanowiłem zmienić coś w swoim życiu. Brakowało mi emocji, brakowało mi adrenaliny. W dodatku moje oszczędności na teladiańskim koncie oszczędnościowym ,,Oczko'' pozostawiały wiele do życzenia. Kim ja właściwie jestem? 24 letni chłop a jedyne co potrafi to dobrze spawać teladianium. Myślałem że życie freelancera będzie ciekawe a jednak. Każdy dzień to mozolna tułaczka by kupić chociaż dwa argnu-burgery na obiad.
Otrząsnąłem się z życiowych przemyśleń. Wyszedłem z kwatery mieszkalnej i udałem się do kajuty mojego statku. Po drodze przywitałem się z Yishą. Kontrolki i wskaźniki zaświeciły się i byłem gotowy do odlotu. Znajdowałem się we Frozen Circuit. Wokół latało pełno lodowych odłamków, typowe dla tej zony chociaż niektóre były większe od mojego statku. Przydałoby się kupić sprzęt do ich wydobycia i transportu. Słyszałem, że można na nich wiele zarobić. Ale jak na tę chwilę nie mogłem sobie na to pozwolić. Finansowo. Na swoim koncie bowiem, posiadałem marne 100 tysięcy kredytów. Przyszedł czas by coś z tym zrobić. Postanowiłem poszukać ofert pracy na pobliskiej stacji. Była to stacja Plutarchu. Podobno przedsiębiorczy goście. Nie miałem zbytniego farta. Nikt nie potrzebował taksówki ani tym podobnej pracy. Moje oko natomiast przykuła misja bojowa. Moja niesamowite rozgarnięcie doprowadziło do tego, że przyjąłem ją bez najmniejszego zapoznania się ze szczegółami. I tu okazałem się być ,,pilotem roku'', ponieważ wkręciłem się w misję zniszczenia capshipa. Super. Pojedynek Dawida z Goliatem. Tyle, że on miał kamień i procę. A ja miałem laser typu : ,,Pistolet na wodę MK1''. Już na samym początku nie zapowiadało się bohatersko gdyż mój cel okazał się należeć do tej super wpływowej organizacji zwanej Ledda Industries. W skrócie LI. Zawsze miałem talent do zdobywania nowych przyjaciół i tutaj też mnie nie zawiódł. Gdy zbliżałem się do celu przez głowę przemknęła mi myśl: ,,Ej zaraz czy ja jestem piratem''? Znałem kiedyś takiego jednego. ,,Król gwiazdówy'' na niego mówili. Ale od czasów zamknięcia bram o nim nie słyszałem. Ciekawe. Powracając do mojej niesamowitej przygody, ujrzałem, że moje tarcze uśmiechały się na czerwono. Nie zauważyłem, że wrogi Taranis prowadzi ogień z sześciu particle repeaterów. Najlepszą obroną jest atak. Chociaż w tym przypadku potrzeba było na to kielona. Albo dwóch. Zużyłem wszystkie swoje rakiety V Crushers by zdjąć generator osłon. Teraz działka były odkryte. Mogłem je kulturalnie ,,wyłączyć''. I tak też się stało bo po 8 minutach opiekania na wolnym ogniu, Taranis nie miał wartości bojowej. Pozostało tylko zdjąć 80 % kadłuba. Ufff ciężka praca... Wciąż obawiałem się ataku dron. Na moje szczęście jakiś nieogarnięty pilot czy woźny nie domknął doku w Taranisie. Oznaczało to okazję na bezpieczne zneutralizowanie wroga. Wleciałem do doku i ustawiłem się wygodnie po czym zablokowałem przycisk strzału jakimś starym LeWaRkiem i poszedłem zaparzyć kawę. Minęło następne 10 minut i byłem gotowy oddać ostatni strzał do Taranisa z 1% kadłubem. Odleciałem na bezpieczną odległość i odpaliłem lufy. Statek spłonął majestatycznie w plaźmie. 50 k kredytów wpłynęło na konto. Wciąż zastanawiam się nad tą misją bojową. Przecież było można ewakuować cały statek 20 razy zanim zniszczył bym tą kobyłę. Cóż może nie usłyszeli tego ,,skrobania''. Co do minusów to moja reputacja znacznie spadła i nie sądzę, że już jestem mile widziany na stacjach LI. Przed powrotem na stację Plutarchu oklepałem jeszcze paru piratów i po sprzedaniu pistoletu na wodę było mnie stać na lepszy sprzęt. Swoje 174k kredytów mogłem wydać na skanery albo broń. Po co komu skanery? Skanery są dla frajerów. Kupiłem sobie shotty'ego. To załatwiło sprawę. Resztę dnia szlajałem się po barach ze staruszkami na Plutarchowej stacji. Czas do spania. Wpełzłem do kanału na stacji i spróbowałem zasnąć.

Log out...
Ps: Ej! W kanałach znalazłem czipy hakerskie! Teraz zawsze będę sprawdzał rury wentylacyjne...

#2 BetonowaAnakonda

    Pilot

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 147 postów
  • LokalizacjaGdynia
  • Rasa: Argon
  • Gram w: X3: Terran Conflict

Napisano 20 listopad 2013 - 22:08

Log 2

Dzisiejszego dnia miałem ochotę na odrobinę zysku i eksploracji. Wczorajsze zmagania bojowe co prawda zwiększyły stan mojego konta ale miałem wrażenie operowania na małej przestrzeni. Odwiedziłem parę stacji, zwłaszcza w Dominant Bear (Albion) i pohandlowałem i ludźmi na pokładzie. Sprzedawałem to co udawało mi się znaleźć na stacjach jednak najbardziej opłacalne okazały się być artefakty i czipy które znalazłem w wentylacji na stacji Plutarchu. Odwiedzając 6 stacji udało mi się zebrać około 100.000 kr i pozwoliło dokupić jedną z tych szybko-regenerujących się osłon typu MK1. Następnie postanowiłem udać się do systemu DeVries w poszukiwaniu zysku. Okazało się, że miejscowi Canteranie mają problemy z Reiverami czyli po prostu piratami. Lecąc jedną z autostrad natknąłem się na ich statek flagowy (znaczy się piratów) ale strefa w której w tamtej chwili się znajdowałem nie należała do nikogo i zniszczenie tego statku nie przysporzyłoby mi niczego szczególnie wartościowego. Kiedy dotarłem do jednego z głównych ośrodków Republiki Cantareńskiej zauważyłem ogromną elektrownię słoneczną, nawet większą od tej którą posiadało Albion Energy Subsidiary. Tam czekało na mnie wiele misji. Głównie bojowych ale też handlowych. Szkoda, że nie miałem wtedy dostępu do transportera. Ci goście bardzo potrzebowali podstawowych rzeczy: wody, energii, jedzenia i innych pierdół. A za bramą czekał Albion. Pełen tego wszystkiego czego potrzebowali Canteranie. Obiecałem sobie, że kiedyś tam wrócę. Przy okazji zdmuchnąłem paru piratów i trochę kredytów wskoczyło na konto. Postanowiłem dalej poeksplorować DeVries. W drodze spostrzegłem dziwną stację. Jej stan był opłakany, w dodatku była mniejsza od Cantareńskich. Postanowiłem to zbadać. Wiedziałem, że coś było nie tak. Stacja okazała się należeć do Reiversów którzy nawalili w około pełno min. Ciężko było mi zachować spokój i otarłem się o jedną z nich. Oczywiście nastąpił wybuch. Urwało mi kawałek kadłuba ale wszystko było do wyklepania. W dodatku Reiversi wysłali patrol w moim kierunku a moje tarcze odmówiły posłuszeństwa. Sugerowałem się ucieczką do najbliższej autostrady. Gdybym był przygotowany to mógłbym spróbować z nimi walczyć ale to nie był ten moment. Dalsza podróż przyniosła ciekawe znaleziska. Kolejne stacje szukające zasobów: głównie lodu. Niedaleko znajdowała się strefa z całkiem dużymi lodowymi asteroidami. Mógłbym wykorzystać tą okazję. Natomiast największym odkryciem była brama. Skokowa. Prowadziła ona do Omicron Lyrae. Bezzwłocznie przeleciałem na drugą stronę. System Wavy Shades rozpościerał się przede mną. Był bardzo ruchliwy, każdy miał coś do załatwienia. W Omicronie rządziły wpływowe korporacje np. Jonferson Space Systems, CHOW (robią wódkę), Argon Government czy też Phantom Farmacy. Stosownie byłoby mieć z nimi dobre relacje. Na dobry początek postawiłem się więc w roli najemnika (nic nowego) i zacząłem pracować nad reputacją wśród Argonów. Ponadto desperacko szukałem stoczni w której mógłbym kupić jakiś transporter. Kumpel Roguey powiedział mi, że znajduje się ona w Eternal Dawn. Długo szukałem tej strefy ale nie znalazłem jej. Podobno jest jeszcze jedna stocznia w DeVries. Trzecia natomiast należała do Ledda Industries. A z nimi to sobie nie pogadam. Reszte dnia spędziłem na poznawaniu Omicronu. Bardzo przypadła mi mi błękitna kolorystyka stref. Chyba pobędę tu nieco dłużej. A do tego czasu...

Log out.

#3 BetonowaAnakonda

    Pilot

  • Użytkownicy
  • PipPip
  • 147 postów
  • LokalizacjaGdynia
  • Rasa: Argon
  • Gram w: X3: Terran Conflict

Napisano 22 listopad 2013 - 23:18

Log 3

Dzisiejszy dzień miał przynieść coś nieoczekiwanego. Od kumpli ze stacji dowiedziałem się gdzie znajduje się stocznia. Musiałem lecieć do Eternal Dawn do którego prowadziła autostrada z Last Stand. Udałem się tam pospiesznie. Jeszcze po drodze wziąłem misję patrolu. Gdy doleciałem na miejsce przetarłem oczy ze zdziwienia. Na tle strefy unosił się kleszczo-podobny twór który dosłownie zmiatał cywili w mgnieniu oka. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłem Xenona. Mój komputer zarejestrował go jako ,,K''- niszczyciela. Na moje (nie)szczęście misja postanowiła objąć go jako cel priorytetowy. Stocznie w strefie należały do Jonfersona i pomyślałem, że to jest dobra chwila by zdobyć przyjaciół. Odpaliłem dopalacze i poszybowałem w stronę wroga. Sama walka sprawiała trudność. Wokół latała Xenońska eskorta. Zwinna i szybka, z większą możliwością obliczeń wektorowych niż człowiek czy nawet paranidianin. W dodatku roiło się od cywili i policjantów próbujących ogarnąć sytuację. Patrole bojowe Jonfersona po prostu atakowały kadłub Xenońskiego niszczyciela - kulą w płot. Jak dotąd każdy capship z jakim walczyłem miał słabe punkty. Xenki też musiały brać z czegoś energię. Obleciałem pole bitwy raz czy dwa i znalazłem ukryte generatory tarcz. Moje V Crushery i shotgun zrobiły swoje i jeden zasilacz padł. Argoński rząd przysłał Taranisa na pomoc. Ten odpalił serię pocisków która dosłownie zryła tą część którą pozbawiłem mocy. Przód ,,K-eja'' był unieszkodliwiony. Jednak wciąż stanowił zagrożenie. Stosowałem metodę usuwania zasilaczy aż wróg nie był zdolny do walki. Jednak zdążył ze sobą zabrać Taranisa i jakiś szwadron myśliwców. Ostatecznie strzeliłem w silniki i ,,toster'' padł. Dostałem chyba największą wypłatę w życiu bo aż 100 tys kr. Wracając na stację dochodziło do mnie to jak bardzo byłem zagrożony. Gdy doleciałem do doku stoczniowego, powitano mnie z radością. Należało mi się moje pięć minut. Zwłaszcza, że już miałem sobie kupić statek. Wędrując radośnie do handlarza latadłami zastanawiałem się co wybrać. Light Sula? A może cięższą wersję? Albo Balora? Gdy spojrzałem na ceny mój uśmiech zniknął z mojej twarzy w tempie natychmiastowym. Ceny tych statków liczono w milionach a nawet dziesiątkach milionów kredytów. Mogłem sobie kupić co najwyżej fotel kapitański za te marne 200 tysięcy. By zdobyć statek pozostało mi jedno wyjście. Pożyczyć go sobie w kulturalny sposób. Wynająłem marines, oficera marines, kupiłem skrzynkę wódki i byłem gotowy do abordażu. Teraz tylko dać coś chłopcom do roboty. Postanowiłem zobaczyć co jest za tajemnicza bramą w Omicronie (znalazłem ją przypadkowo). Okazało się, że odnalazłem wejście do Maelstorm. Słyszałem o złych rzeczach które się tam dzieją. Pierwsza strefa do której wleciałem ukazała ogromną farmę. Była naprawdę gigantyczna i należała do Argonów. Generalnie było przyjemnie. Dalsze loty zaczynały mnie irytować. W strefach...no właśnie. Nic nie było. Dosłownie. Każda część sektora była pusta. Jedyne co można było zobaczyć to parę asteroidów. Dalej było gorzej. Spotkałem bowiem Xenonów. Nie były to trudne walki ale wciąż zastanawiałem się nad ich natarczywa obecnością. Leciałem i leciałem. Czas okropnie mi się dłużył. Aż nagle zobaczyłem dziwną długą konstrukcję. W miarę zbliżania się do niej moje kontrolki, szyby i właściwie cały statek skrzypiły od niewiarygodnego mrozu. Radar przestał działać. Ale powoli zacząłem się domyślać gdzie ja do cholery jestem. Wszędzie pełno Xenków. Zarówno niszczycieli, lotniskowców, myśliwców jak i nawet mini-transporterów. Dodatkowo byłem otoczony przez wrogą stację o dziwnym kształcie. Wiem gdzie byłem i wiem co widziałem. To był Akwedukt.

Log out.





Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych